Filed under (Biznes) by marenwp @ 03:02 przed południem

Jakiś czas temu skończyłam dwadzieścia pięć lat, co zmusiło mnie do refleksji… Już tyle razy obchodziłam swoje najukochańsze święto… Od kilku lat urodzinowym upominkiem są płyty, kosmetyki, czasem ubrania, ale z urodzinami mniej więcej do 12 roku życia nierozerwalnie łączą się zabawki. Nie były one takie barwne i skomplikowane jak dostępne teraz, ale zawsze wyczekiwane i wymarzone.
Za moich czasów lalki Barbie czy elektryczne kolejki to był unikat z Baltony na który mało który rodzic mógł sobie pozwolić, więc przeważnie dostawałam drewniane zabawki. I w ogóle nie czułam, że niespodzianka w postaci drewnianych klocków jest mniej wartościowy niż nowoczesne japońskie wypasione zabawki. Zupełnie przeciwnie - zabawki z drewna miały swój ukryty czar, który zaskakuje mnie do dziś.
Bardzo miło wspominam zabawki od babci Eli z Warszawy - tam dostęp do sklepów zabawkowych był łatwiejszy niż w moim miasteczku, dlatego warszawskie zabawki dla dzieci zawsze były ogromną radością. Chyba na 8 urodziny (a może na I Komunię? )dostałam potężny worek klocków. Choć z drewna, miały piękne kolory i różne kształty. Dzięki nim rodzice mieli ode mnie spokój przez ładnych kilka miesięcy, bo ciągle tylko budowałam coraz wymyślniejsze budowle z moich ukochanych klocków.
Niestety, a może na szczęście, potem przyszła gwiazdka a pod choinką znalazłam inne zabawki, przez które moje klocki odeszły w przeszłość, zastąpione przez lalkę z wózkiem i całą masą ubranek. Drewniane klocki zakończyły swój żywot w koszu na zabawki, a ich miejsce zajęła ulubiona - aż do moich następnych urodzin - lalka Marysia.

Comments are closed.