Minione widowisko Formuły 1 obserwowaliśmy w deszczu. Przypuszczenia zespołów pechowo potwierdziły się. Dla pracowników sprowadzało to czarne widmo wypadków, ale dla publiczności było to synonimem niezłego widowiska. Nienajlepiej okrążenie rozgrzewające ”otworzył” fiński kierowca z ekipy McLarena. Był on zmuszony ruszać z alei serwisowej. Świetnie rozpoczął wyścig zaskakując wszystkich drugi z kierowców - Lewis, który natychmiastowo przejął pozycję lidera. Jak łatwo zgadnąć pełno było momentów niebezpiecznych. Pierwszym pechowcem był jeden z kierowców z zespołu Franka Williama, który po niedużej przygodzie, w późniejszym czasie przeżył spory powaznie wyglądający wypadek. Na szczęście kolizja tylko dla kibiców rysowała się fatalnie, a naprawdę Nico zupełnie nic się nie stało. W końcowej klasyfikacji praktycznie nie dało się pokazać zespół, który obszedł się bez kilku problemów. Jak łatwo zgadnąć trudne warunki pasowały pierwszemu polakowi w F1. Jego sposób ścigania się opiera się na jego zdolnościach, nie na cechach bolidu, z tego też powodu zajął drugie miejsce. Już na wstępie zawodów sędziowie oznajmili nam informację dot. Kimi Raikkonen, na którego miała zostać nałożona kara za niedotrzymanie ustaleń regulaminu, później jednak kara go ominęła. Opony, które zamontowano w tym GP zostały opisane jako przejściowe, suche i mokre.
|