|
Nie dacie wiary, ale Kaśka poszła wczoraj do czarodziejki o imieniu Wrózka Lea Szach. Gabinet, pokój, sala- nie wiem jak to nazwać, czarodziejki mieści się na Alejach Stanów Zjednoczonych w stolicy. Pojechała tam, wlazła do środka i co wróżka jej zaproponowała za sowitą odpłatność? Oczywista sławny i niezmienny od wieków tarot. Co dziwne, na ścianach wróżki wisiały zdjęcia przedstawiające meble. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. Ale ale, opowiadam dalej. Weszła panna do środka, wróżka zaczęła kłaść tarota i nagle wzmogła się burza na ulicy. Ja to bym chyba tam umarła ze strachu. Nie ma to jak klimacik. Takiego jej psikusa spłatał los. W trakcie jak wróżka przekręcała ostatnią kartę akurat walnął niedaleko piorun. Nie zdradzę wam, jaki był wynik tarota, co jej przepowiedziała wróżka, ale wiedzcie, że jak tylko otworzyła drzwi wyjściowe z lokalu wróżki deszcz przestał padać a pięć minut później świeciło Słońce. Ja nie mam odwagi iść do wróżki, a po tym co mi opowiedziała na pewno nie pójdę.
|