Filed under (Inne) by gardaseo @ 04:11 po południu

Ostatnio pomagałam bratu w porządkowaniu domowej biblioteki, która głównie należy do niego. Ze względu na to, że unikam lektur, znajoma Iza zleciła mi określenie stanu każdej, nawet najmniejszej, co oznaczało, że musiałam bardzo skrupulatnie sprawdzać czy nie ubyło im żadnej strony, czy nie mają pogniecionych rogów i czy okładka jest w całości. Siostra natomiast naprawiała usterki, spisywała każdy egzemplarz i usuwała z nich wszelkie brudy. Spodziewałam się wypatrzeć tam jakieś książki, stare poradniki, kilka podręczników i słowników, ale to tylko potwierdziło myśli naszej kuzynki, że nie mam zielonego pojęcia co tak naprawdę mieści się za mocnymi, brązowymi wrotami. Na starych półkach poszukałam wiele polskich dzieł takich jak „Nowele” i „Poezje” Marii Konopnickiej, liczne opowiadania Elizy Orzeszkowej i znane nam Polakom utwory Adama Mickiewicza takie jak „Pan Tadeusz”, „Konrad Wallenrod” czy „Grażyna”. Spostrzegając jej zdumiony wzrok, znajoma Iza ogłosiła, że są to polskie podstawy w przypadku większości tych lektur, co uwiarygodnia fakt, że znajdują się w zawodówkach, na zajęciach języka polskiego. Następne co siostrę zdumiało to liczne, spore tomy historii kilku państw, a głównie Anglii, co biblioteczka zawdzięcza naszej kuzynce, która jest pochłonięta tą monarchią. Za sprawą jego dziadków i pradziadków było tam też mnóstwo wiekowych tygodników o ogrodnictwie, leśnictwie i myślistwie. Po sprawdzeniu tamtego regału stwierdziła, że nic jego już nie zaszokuje ale był to zaledwie start, ponieważ przybywałam właśnie do rozchwytywanej części jej siostrzyczki, gdzie tkwiło silne biurko pokryte zieloną skórą i śliczne wyżłobione krzesło o którego byciu nie miałam dopóty wiedzy. Pierwszy zakres z pracami, który obejrzałam był nawet stosunkowo poprawny. Poświęcony był dziełom takich pisarzy jak Luci Maud Montgomery, Frances Hodgson Burnett czy Meg Cabott czyli pisarzy, którzy pisali lektury dla młodzieży. Dalej dostrzegłam ogromne zgrupowanie ksiąg angielskich pisarek, których nazwiska przeważnie nic mi nie mówiły, a były tam takie jak Scott, Byron, Conrad czy Holt. Dalej dostrzegłam dramaty i inne tego rodzaju scenariusze, co nas zaskoczyło gdy znajoma Iza nie uczęszcza do teatru, gdy dla niej ważniejsze jest czytanie a oglądanie. Dalej dostrzegłam regał ze średniowiecznymi, zazwyczaj anonimowymi poezjami takimi jak „Dzieje Tristana i Izoldy”, „Pieśń o Rolandzie” czy „Rozmowa Mistrza Polikarpa ze śmiercią”. Książki te zaczęły dziedzinę epokową, więc niebawem odnalazłam się pośród dzieł Reja, Kochanowskiego, Naborowskiego czy Krasickiego. Mimo takiej ilości utworów z najróżniejszych epok, różnych poetów, książeczki jakie znalazłam na ostatnich dwóch półkach zbiły ich z nóg. W ponurym rogu księgozbioru, który rozświetlony był imitacjami drewnianych pochodni, co było inicjatywą jednej z naszych prababci, która sama je wyżłobiła, pojawiły się księgi o magii, czarach, starożytnych i średniowiecznych rytuałach, bibliografie o magikach. Księgi o starożytnych runach a co najważniejsze w tym narożniku odczuwało się tchnienie tajemniczości, choć nie wiedzieć dlaczego były tam dodatkowo pisma o ziołach. Wiedzieliśmy od zawsze, że ich koleżanka Iza zajmuje się tym, ale nie miałam pojęcia, że do takiego stopnia. Zwróciłam również uwagę, że niektóre księgi nie są w ogóle zapisane w nowożytnych językach.
Po tym leciutkim oszołomieniu czekał jego dalszy, drugi pod względem kubatury regał poświęcony bajką dla pociech, baśnią, legendą, dawnym malowankom itp. W tym zbiorze wielobarwnych utworów z opowiadaniami miało się uczucie, że znalazło się w absolutnie innym świecie. Zdawało się, że każda książka wypowiadała „pochwyć mnie do rąk, zacznij czytać i odkryj swoje zaginione dzieciństwo”. Zdziwiłam się gdy zauważyłam komplet bajek Ignacego Krasickiego także Stanisława Trembeckiego, którzy przenigdy z tym gatunkiem według ich nie utożsamiali się. Przeglądając baśnie Braci Grimm też baśnie Hansa Christiana Andersena istotnie cofnęłam się myślami do mojego dzieciństwa. Do teraz rozpamiętuję ciocie, która wieczorami kucała na moim posłaniu, zapalała niedużą różową lampkę na niebieskim stoliczku nocnym i szeptała nam bajki na dobranoc.
Jedną z moich najfajniejszych opowieści dla malutkich dzieci była „Calineczka”, która została porwana przez brzydką żabę aby potem zostać porwaną przez niemiłego chrabąszcza, i kiedy przyszła zima wzięła dziewczynkę samolubna mysz polna, która chciała wydać dziewczynkę za
czarnego kreta, ale dzięki temu, że uleczyła sympatyczną jaskółkę udało się dziewczynce czmychnąć do ciepłych krajów i poślubić księcia elfa, z którym była długo i szczęśliwie.
„Brzydkie kaczątko” są to historia łabędzia, które poczęło się w legowisku niedobrej kaczki i zostało odchowane przez kaczuchę, lecz ze względu na swój inny oblicze nie było zaakceptowane przez pozostałych. Był nadal kopany. Postanowił więc uciec, znalazł przystań w chatce gdzie żyła stara kobieta ze swoim czarnym kotkiem, jednak tam też nie był poparty, niebawem zabrał go pan, który posiadał dzieci, których samotny łabędź się bał i znowu musiał uciekać. Gdy nastąpiła ciepła wiosna okazało się, że to piękny łabędź.
Dziewczynka z zapałkami, która chciała zyskać pieniążki na trochę chlebka, lecz nikt z przechodniów nie kupił garści zapałek, które sprzedawała, a gdy przyszedł nowy rok zmarła z zimna i została zabrana przez jej najmilszą babunię
do nieba.
Wszystko rozpoczęło nam się przypominać, jakby wydarzyło się to dopiero wczoraj. Kolejno przyszły nam na myśl kreskówki, które oglądaliśmy w telewizorze wciąż na dobranoc. Najśmieszniejsze leciały wieczorem, po kolacji, w niedziele, wówczas z całym lubianym kuzynostwem kucaliśmy przed telewizorem i zachwycaliśmy się śmiesznymi odcinkami różnych kreskówek. Ale nie jest to to samo co baśnie czytane przez mamuśkę. Ze wszystkich kreskówek
najmocniej uwielbiałam
zdarzenia Kaczora Donalda, który w swoim śmiesznym życiu miał najprzeróżniejsze, dziwaczne epizody, za którymi zawsze stali jego siostrzeńcy, którzy wciąż mu dręczyli.
Też do fajnych kreskówek dla dzieciaków należał Bolek i Lolek oraz Reksio, których pamiętają też nasi rodzice i dziadkowie.
Wracając myślami do minionych lat zaczęliśmy ubolewać, że już upłynęły te czasy. Kiedy byliśmy w krainie bajek i kreskówek dzieciństwo wydało się wówczas takie proste. Wydawało nam się, że w każdej sekundzie możemy stać się postaciami naszych ukochanych książek i bajek. Niekiedy uwielbiałam sobie wyobrażać, że jestem przetrzymywaną w ponurym zamku królewną, pilnowaną przez ziejącego ogniem
czerwonego smoka, którą ma uratować nieustraszony rycerz w lśniącej zbroi na białośnieżnym rumaku. To były tylko nasze skryte pragnienia, teraz odkąd wstąpiliśmy w dorosłe życie, stwierdziliśmy, że kraina mitów, legend, baśni, bajek dla dzieci, kreskówek jest już dla nas nieosiągalna. Bezpowrotnie zapominając, że ona na zawsze jest częścią nas, tak samo jak nasze dzieciństwo przebyte na rękach mam, które ciągle nas rozweselały a na
dobranoc opowiadały bajki dla dzieci.

Comments are closed.