Osoby nie będące miłośnikami kawy nawet nie wiedzą co tracą. I nie mają świadomości nie tylko szerokiej gamy jej rodzajów i gatunków, smaków i aromatów, ale też tego, ile może się zdarzyć przy kubku tego napoju… Z kolei współcześni entuzjaści kawy z litością myślą o minionych latach, kiedy to kawa była produktem deficytowym, obiektem pożądania, najlepszym i uniwersalnym prezentem, ale… Sposób jej przyrządzania skutecznie niszczył chyba wszelkie walory smakowe. Nie mówiąc już nawet o oczekiwaniach odnośnie jej gatunku, rodzaju, smaku… Skoro dostać w sklepie kawę było wręcz cudem, to kto by wnikał co to za kawa? Obecnie za to mamy miłośników określonego sposobu jej parzenia, miłośników kawy określonej firmy czy gatunku, preferujących określone nuty smakowe… A jeszcze 20-30 lat temu? Kawa po turecku (w cudzysłowie, bo przecież tak naprawdę to po polsku) zalana wrzątkiem w szklance… Arabica? Robusta? Rozpuszczalna? Espresso? Orzechowa? Cappuccino? Toż to były wówczas określenia czysto abstrakcyjne…
Swoją drogą to ciekawe jest jak dużo zawsze działo się nad filiżanką (szklanką?) kawy… I do dziś tak właśnie jest… Czy sekret tkwi w pobudzającej kofeinie? To byłoby chyba zbyt proste wyjaśnienie… Dla pasjonatów tego napoju kawiarnia to miejsce poniekąd magiczne. Na pewno nie jest to miejsce, gdzie chodzi jedynie o to, by wypić kawę (tak jak w barze zjeść coś) - tu kawa jest tylko pretekstem do tego, co dzieje się niby przy okazji a tak naprawdę stanowi istotę - spotkań towarzyskich, rozmów. Kawiarnia ma w sobie coś z baru i coś z restauracji, ale też coś z ławki w parku, na której można przysiąść i poobserwować ludzi wokół, spotkać się z kimś. Można tam i zjeść i napić się, mogą być różne napoje, desery, nawet przekąski. Na pewno musi być kawa. I wygodne miejsca, stoliki do siedzenia. I przytulna atmosfera. Wszystko to razem jest jednakowo ważne.
Ciekawe jest to, że jak już kawiarnie zaczęły powstawać to ten proces mógł jedynie postępować, obejmując coraz więcej różnych miejsc, krajów, kontynentów. Pierwsze kawiarnie powstały w XVI wieku w Damaszku, Stambule i Kairze. W Europie najpierw powstały w Anglii, w 1650 w Oksfordzie. W Polsce pierwsza kawiarnia została założona sporo później, w 1724 roku. Otwarto ją w Warszawie, za Żelazną Bramą, w okolicach Ogrodu Saskiego. Niestety, warszawiacy nie chcieli wtedy pić kawy w miejscach publicznych i kawiarnia zbankrutowała. Dopiero otwarta 39 lat później kawiarnia na rynku Starego Miasta zyskała popularność i otworzyła drogę dla powstania kolejnych tego typu miejsc w Warszawie i w Polsce. W roku 1882 w Warszawie działało prawie sto kawiarni. Te warte wspomnienia to kawiarnia u Okuniowej, Honoratka przy ul. Miodowej (działa do dziś!), kawiarnia Bliklego, Ziemiańska przy ul. Mazowieckiej gdzie spotykali się Skamandryci, kawiarnia w Hotelu Europejskim (jej historia sięga 1856 roku!).
Obecnie nie do pojęcia jest dla nas fakt, że kawa nie od razu i nie bez problemów mogła zagościć na europejskich stołach. Aby to było możliwe niezbędne stało się nawet papieskie rozstrzygnięcie. A wszystko to stąd, że kawa na nasz kontynent weszła jako napój mahometan, czyli z punku widzenia chrześcijańskiej Europy - pogan. Sugerowano nawet, że sama jej barwa świadczy o szatańskim pochodzeniu. W końcu papież Klemens VIII zwołał sąd nad kawą. Przeprowadził go w bardzo inteligentny sposób - zamiast wdawać się w puste rozważania sam spróbował tego napoju, po czym, jak podają źródła, pobłogosławił słowami: Ten szatański trunek jest tak smaczny, że szkoda by go było tylko dla niewiernych. Szatana trzeba wypędzić, a kawę uczynić napojem chrześcijan. Spór o to, czy kawa jest lekarstwem, czy też dziełem szatana wywoływał jednak dyskusje przez kolejne dwa stulecia. A tak naprawdę to maja one miejsce do dziś. Może nikt nie określa jej dziełem szatana ale społeczeństwo dzieli się wyraźnie na tych, którzy bez kawy żyć nie mogą i przypisują jej same pozytywne cechy, oraz na tych, którzy w kawie widzą źródło co najmniej połowy nieszczęść i chorób.